Ok, będzie tutaj też trochę “od kuchni”. Gotowanie jest fajne i sprawia mi mega przyjemność, ale tylko pod dwoma warunkami- że jest szybko i nie ma później dużo zmywania. Lubię pokombinować z jedzeniem i będę się tutaj z Wami dzielić takimi kulinarnymi eksperymentami:) Ale obiecałam sobie, że będą to przepisy na dania, których przygotowanie nie zajmuje więcej niż pół godziny. Dziś będzie zielono i wiosennie:)

Zdjęcia będą niezbyt piękne, ale kiedyś nauczę się je robić. btw. już za chwilę, za moment do pisania bloga dołączy pewna urocza osóbka, która zdjęcia robić potrafi tak więc w przyszłości będziemy serwować ucztę nie tylko dla brzuszka, ale i dla oka:)


Składniki:

1 paczka mrożonego szpinaku

4 duże pieczarki

1 cebula

1 duży plaster szynki

2 łyżki śmietany

100 ml wody

0,5  paczki sosu spaghetti carbonara lub starty żółty ser

1 paczka makaronu rurki

sól

pieprz

łyżka oleju

1. Po pierwsze wstawiamy wodę na makaron i solimy:)

2. Po drugie ciachamy cebulę w drobną kostkę, pieczarki w cienkie plasterki i szynkę w średnią kostkę. Wszystko razem na olej na patelnię i dusimy na mały ogniu mieszając do momentu kiedy cebula i pieczarki są miękkie.

3. Zdejmujemy pokrywkę i często mieszając podpiekamy szynkę (pieczary i cebulę też:).

4. Kiedy wszystko się elegancko rumieni dorzucamy zamrożony szpinak.

5. W oddzielnym naczyniu mieszamy wodę, śmietanę i fix (ja użyłam o TAKIEGO ). Jeśli chcemy być bardziej eko zamiast gotowego sosu dodajemy starty żółty ser:D

6. Śmietanową mieszanką zalewamy szpinak, szynkę, pieczarki, cebulę. I -o kurde- w tym momencie orientujemy się, że woda na makaron bulgocze od jakichś 5 minut.

7. Szybko wsypujemy rurki i pamiętamy, żeby je odcedzić zanim się rozgotują, co jest super-, hiper-, megaważne!

8. Skoro opanowaliśmy kryzys makaronowy wracamy do patelni gdzie na małym ogniu rozmraża się szpinak. Doprawiamy odrobiną soli i pieprzu. Powoli wszystko mieszamy, a Ci bardziej nerwowi (jak ja na przykład) mogą uderzać w szpinakowy prostokąt drewnianą łyżką w celu rozdrobnienia go na  mniejsze prostokąciki. Kiedy piękny, zielony sosik zaczyna powoli bulgotać zdejmujemy z ognia.

9. Odcedzony makaron rozkładamy na talerze, polewamy szpinakowym sosem, a ja w ramach witania wiosny udekorowałam je listkami bazylii z maminego ogródka. Smacznego!

Każdy z nas ma jakąś słabość, która sprawia, że choćby się waliło i paliło to świat musi stanąć na parę minut żebyśmy mogli się nią nacieszyć. Słodycze, ulubiona muzyka, kubek herbaty, godzina joggingu to wszystko sprawia, że odrywamy się od codzienności. W moim przypadku są to seriale. O tyle to niebezpieczne, że jak się w jakiś wciągnę to mogę nie jeść, nie spać, nie rozmawiać tylko oglądać, oglądać, oglądać… I tak właśnie było z How I met your mother.  Szukaliśmy z lubym mym czegoś na odmóżdżenie, czegoś co sprawi że będziemy zaśmiewać się aż do bólu brzucha. I nie pomyliliśmy się!

Losy 5 przyjaciół wciągają od pierwszego odcinka, prześmieszne gagi sytuacyjne, wyraziste postaci i tajemnicza tytułowa matka sprawiły że 6 sezonów “wciągnęliśmy” w ciągu miesiąca, a teraz wyczekujemy każdego poniedziałku z niecierpliwością. Narratorem opowieści jest jednocześnie główny bohater Ted Mosby, który w 2030 roku postanawia opowiedzieć dwójce swoich dzieci jak poznał ich matkę. Swoją opowieść rozpoczyna w roku 2005 i ciągnie aż do chwili obecnej. My z lubym na zmianę zakładamy się kto jest matką:) Na razie wiemy że ma żółta parasolkę, współlokatorkę z którą kiedyś spotykał się Ted i widzieliśmy kawałek jej pięty:D Oprócz Teda, w serialu pojawiają się Marshall (najlepszy przyjaciel Teda ze studiów) i jego narzeczona Lily, podrywacz Barney i Kanadyjka Robin, która dołącza do teamu w pierwszym odcinku.

 I na koniec the best moment ever! Slap bet który Barney przegrał tym samym skazując się na 5 niespodziewanych “liści” od Marshall’a:)

I czekamy na slap no. 5:D

***

Nie było mnie na blogu prawie rok, ale teraz będzie tu o wiele więcej wpisów, o wiele więcej info, dużo gotowania, ubierania, kosmetykowania, będzie lajfstajlowo i na luzie:)

Szok i niedowierzanie! :D :D

Po obejrzeniu Drużyny potępionych, Przypadkowego męża, PS: Kocham Cię i Trawki byłam przekonana że aktor na którego patrzę i którego kocham miłością platoniczną to Javier Bardem. A tu figa z makiem- to Jeffrey Dean Morgan. No cóż… moja miłość pozostaje niezmiennie wielka:)

A tu dla porównania:)

Javier Bardem

Jeffrey Dean Morgan

 

Takie to moje szokujące wtorkowe przedpołudniowe odkrycie:)

ingrid rocks!

Posted: 07/13/2011 in muzyka
Tagi: ,

Pozytywnie, z uśmiechem i dziewczęco jak powiedziała kash. Nic mi nie poprawia tak humoru jak ta piosenka.  A jutro- trzymajcie kciuki, w samo południe. Tak, to już jutro:) I pomódlcie się cichutko żebym pamiętała że hajbrid to hajbrid, a nie hibrid cholerka:)

Don’t you worry there my honey
We might not have any money
But we’ve got our love to pay the bills

Maybe I think you’re cute and funny
Maybe I wanna do want bunnies do with you if you know what I mean

Oh lets get rich and buy our parents homes in the south of France
Lets get rich and give everybody nice sweaters and teach them how to dance
Lets get rich and build a house on a mountain making everybody look like ants
From way up there, you and I, you and I

Well you might be a bit confused
And you might be a little bit bruised
But baby how we spoon like no one else
So I will help you read those books
If you will soothe my worried looks
And we will put the lonesome on the shelf

Lets get rich and buy our parents homes in the south of France
Lets get rich and give everybody nice sweaters and teach them how to dance
Lets get rich and build a house on a mountain making everybody look like ants
From way up there, you and I, you and I

Lets get rich and buy our parents homes in the south of France
Lets get rich and give everybody nice sweaters and teach them how to dance
Lets get rich and build a house on a mountain making everybody look like ants
From way up there, you and I, you and I

Kolejne z serii: takie proste, że aż genialne.

I tak. Ja też nie wiem co zrobić z jedną ręką kiedy się przytulam:)

 

Niedawno odbyła się u nas rozmowa na temat poezji. Któżby przypuszczał, że w dzisiejszych czasach prowadzi się dyskusje na temat poezji. A jednak. Chciałam udowodnić R. że wiersze to nie stek bzdur i kłamstw. Romantyczny crap. I udowodniłam, że w poezji można się zaczytać, można się zakochać. Poniżej moje argumenty:)

Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej
Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam
I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam
I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej
Na pewno nie mieć mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła

Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej
Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś
Że nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś
I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz

“Prośba” Rafał Wojaczek

Dać mi miotłę bym zamiótł publiczny plac
Albo kobietę bym ją kochał i zapładniał
Dać mi ojczyznę abym opiewał
Pejzaż lub ustrój lżył czy chwalił rząd
Przedstawić mi człowieka bym ujrzał jego wielkość
Czy nędzę i opisał w ciekawych słowach
Wskazać mi zakochanych bym się wzruszył
Posłać mnie do szpitala Na komunalny cmentarz
Urządzić mi teatr igrzyska sportowe
Wojnę żniwa na wsi festyn w mieście
Albo nauczyć mnie prowadzić samochód pisać na maszynie
Zmusić do nauki języków czytania gazet
A ostatecznie dać mi choć wódki żebym pił
I potem rzygał bo poetów należy usuwać

“Dać mi miotłę” Rafał Wojaczek

Mamo! Piszę w noc śmierci. Świat pod powieką wzbiera i mroczy. I krąży łzą.

Mamo! Nie mają już władzy nade mną Twe oczy! Więc wróć i szeptem kołysz maleńkie, dziwne sny!

Mamo, tak źle…Za oknem inny świat. Nawet nie wiem:  ile godzin, ile dni, ile lat..

Matko! Za oknem niebo modre, za oknem wolność i oddech.

Wolność- nawet myśleć nie wolno….

Autor nieznany. Oświęcim.

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to — i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskonczone przestrzenie nieziemskiego świata.

“Lubię kiedy kobieta” Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy nie jest mi zimno
chłód wieje z przestrzeni
kiedy myslę jaka ona wielka
i jaka ja
tego mi trzeba twoich dwóch ramion
dwoch promieni wszechświata

“***” Halina Poświatowska

Czyż to nie jest genialne? :)

Niestety nie wiem gdzie i czy w ogóle można je kupić ponieważ są to prototypy zaproponowane przez niemieckich projektantów Andreę Großfuss i Olafa Kießling. Niemniej jednak- geniusz, po prostu geniusz!